Ocieplenie ma przetrwać na ścianie dwadzieścia lat i więcej, a o tym, czy przetrwa, decydują etapy, których na gotowej elewacji nie widać. Poniżej opisujemy każdy z nich: co dokładnie robimy i co się dzieje, gdy ktoś ten etap pominie.
Kolejność nie jest kwestią przyzwyczajenia. Każdy etap opiera się na tym, co zrobił poprzedni, a warstwa położona za wcześnie zabiera trwałość całej elewacji.
Na bezpłatny obmiar przyjeżdża właściciel firmy, audytor energetyczny z uprawnieniami. Mierzymy budynek ścianę po ścianie, sprawdzamy, czy ściana w ogóle utrzyma ocieplenie (fachowo mówi się, że podłoże musi być nośne, czyli na tyle mocne, żeby przyklejone do niego płyty się nie oderwały), spisujemy okna z podziałem na te z roletami i bez, krawędzie poziome nad bramą i pod balkonami, miejsca na parapety oraz punkty, w których ma być gniazdo, lampa, kamera albo balustrada. Z tego obmiaru powstaje oferta na piśmie, pozycja po pozycji, i dopiero wtedy rozmawiamy o terminie.
Rusztowanie z własnego zaplecza staje wokół całego budynku naraz. Okna, drzwi, bramy i balustrady zaklejamy foliami i taśmami, tarasy przykrywamy, a tam, gdzie pod ścianą rosną rośliny, rozwieszamy oddychającą siatkę elewacyjną, żeby klej z góry nie kapał na ogród. Odpady rozdzielamy od pierwszego dnia: worki na folie, ścinki siatki i opakowania po klejach, osobno czyste ścinki styropianu, które oddajemy do przerobienia, a gruz ze zbijania starego tynku pakujemy w wytrzymałe worki. Pełne worki znikają z placu mniej więcej w połowie prac, jeszcze zanim zaczniemy tynkować.
Świeży mur wystarczy odpylić. Stary dom myjemy ciśnieniowo, ze środkiem chemicznym. Powód jest prosty: tynk na takim domu bywa mocny i dobrze trzyma się muru, ale przez lata pokrywa go warstwa kurzu, sadzy i tłustego osadu z powietrza. Klej przykleja się wtedy do tego brudu, a nie do tynku, i po kilku sezonach płyty zaczynają odchodzić od ściany razem z tą warstwą. Dlatego mycie nie jest kosmetyką, tylko warunkiem, żeby ocieplenie miało się czego trzymać. Osobno sprawdzamy, czy pod tynkiem nie ma pustek. Opukujemy ścianę: tam, gdzie dźwięk jest głuchy, tynk odspoił się od muru i wisi na resztkach zaprawy. Taki fragment skuwamy aż do zdrowego muru, bo przyklejenie płyty do odspojonego tynku kończy się tym, że odpada całość, razem z kawałkiem elewacji. Zielony albo czarny nalot to glony i pleśń. Wcieramy w nie pędzlem środek grzybobójczy z tego samego systemu, zostawiamy na co najmniej dwanaście godzin, żeby zdążył zadziałać w głąb, i dopiero potem zmywamy ciśnieniem. Samo zmycie bez środka usuwa to, co widać, a zarodniki zostają i odżywają pod ociepleniem. Na koniec ściana musi wyschnąć i dostać grunt, czyli płynny preparat, który wiąże powierzchnię i wyrównuje jej chłonność. Bez niego suchy mur wyciąga wodę z kleju szybciej, niż klej zdąży związać, przez co traci on część siły.
Dół budynku traktujemy osobno, bo dostaje wodę odbitą od gruntu i śnieg zalegający przy ścianie. Najpierw przykrywamy kostkę i rośliny przy cokole, potem kładziemy hydroizolację, a na niej montujemy listwę startową, od której idzie pierwszy rząd płyt. Na sam cokół bierzemy izolację odporną na wilgoć. Listwę odpuszczamy tylko tam, gdzie ocieplenie schodzi wprost na taras albo na kostkę.
W większości domów kleimy styropian. Wełnę bierzemy tam, gdzie musi być: przy ścianach z drewna oraz przy pasach i ścianach oddzielających budynki stojące blisko siebie. Klej nakładamy obwodowo i punktowo, czyli pasem po obrysie płyty i plackami w środku. Na sufitach, podcieniach i ościeżach okien wspieramy klej z worka pianą klejącą, która po rozprężeniu domyka szczeliny. Cały system, od kleju po tynk, bierzemy od jednego producenta.
W przyklejonej płycie wiercimy otwór, frezujemy wokół niego okrągłe gniazdo, osadzamy łącznik i zamykamy gniazdo zaślepką ze styropianu. Łączniki idą po krawędziach płyt i w ich środku, a przy narożach budynku gęściej, bo tam wiatr działa najmocniej. Łącznik dobieramy do tego, w co się wbija. Kołek trzyma się dzięki temu, że jego końcówka rozpycha się wewnątrz ściany; ta rozpychająca się część nazywa się strefą rozporu. W litym betonie wystarczy krótka, ale pustak czy cegła kratówka mają w środku puste komory, więc kołek musi być dłuższy, żeby rozeprzeć się dopiero w litym materiale, a nie w powietrzu. Do dziesięciu metrów wysokości wystarcza trzpień z tworzywa; wyżej przepisy wymagają stalowego, bo tam wiatr szarpie elewację najmocniej i obciążenie jest większe. Wełnę, jako materiał cięższy i bardziej miękki od styropianu, kołkujemy trzpieniem stalowym zawsze. W domach z drewna i płyt zamiast łącznika wkręcamy wkręt z talerzykiem.
Przyklejone płyty szlifujemy na całej powierzchni, aż ściana jest w jednej płaszczyźnie. Równość sprawdzamy łatą, czyli długą aluminiową listwą przykładaną do ściany: prześwit między nią a płytami pokazuje, gdzie jest garb, a gdzie wgłębienie. Odchyłka do dwóch centymetrów na dwóch metrach mieści się w normie i wystarcza samo szlifowanie. Większe krzywizny starego budynku wyrównujemy grubością płyt, docinając je pojedynczo, a nad oknami i bramami dajemy czasem cieńszą płytę, żeby nadproże wyszło w linii ze ścianą.
Zanim siatka trafi na ściany, kleimy narożniki, listwy dookoła okien i listwy kapinosowe na krawędziach poziomych: nad bramą garażową, pod balkonami, na belkach i przy krawędziach sufitów. Kapinos to listwa z wystającym daszkiem i rowkiem pod spodem; woda spływająca po ścianie dochodzi do rowka i kapie w dół, zamiast zawijać się pod krawędź i sączyć po elewacji. Okno z roletą dostaje na górnej krawędzi osobną obróbkę zamiast listwy. W narożach każdego okna wklejamy ukośne kawałki siatki, dopiero potem idzie siatka na całą ścianę, a na nią warstwa kleju wyrównująca.
Warstwa z siatką musi wyschnąć, w praktyce od trzech do siedmiu dni, a przy chłodniejszej pogodzie dłużej. Tego czasu nie skracamy. W tych dniach montujemy parapety: blaszane gniemy na własnej giętarce na wymiar budynku, kamienne osadzamy na uszczelniaczu, a przy długich podpieramy je kątownikiem. Przed tynkowaniem całą elewację kryjemy podkładem z piaskiem kwarcowym.
Kładziemy tynk i wykończenia ustalone jeszcze przed etapem siatki: baranek, tynk z miką, mozaikę na cokole, beton architektoniczny, efekt deski albo starej cegły. Potem schodzą rusztowania i zabezpieczenia, sprzątamy plac i wywozimy ostatnie odpady. Na koniec przechodzimy z Tobą budynek ścianę po ścianie na odbiorze, a Ty dostajesz gwarancję od nas oraz gwarancję producenta systemu. Ta druga obejmuje same materiały i obowiązuje pod warunkiem, że wszystkie warstwy pochodzą z jednego systemu i zostały ułożone zgodnie z jego instrukcją, dlatego nie mieszamy klejów, siatek i tynków różnych marek.
Po położeniu tynku każda z nich oznacza wiercenie w warstwie, która ma być szczelna. Dlatego pytamy o nie już na obmiarze.
Przewody do lamp, gniazd i kamer prowadzimy na etapie płyt, a puszki montażowe mocujemy przez ocieplenie wprost do muru. Gniazdo przykręcone do samego styropianu wyrywa się przy pierwszym mocniejszym pociągnięciu za przewód.
Punkty mocowania muszą powstać przed elewacją, żeby firma od balustrad miała je do czego przykręcić. Wiercenie w gotowej ścianie oznacza przebicie warstwy z siatką i tynku w miejscu, przez które później wchodzi woda.
Bonie i część efektów dekoracyjnych osadza się razem z siatką, a nie maluje na końcu. Jeżeli masz wizualizację, oglądamy ją na obmiarze; jeżeli nie masz, ustalamy wykończenie zanim ekipa dojdzie do tego etapu.
Rury spustowe zdejmujemy na starcie i wieszamy na gotową elewację. Skoro rusztowanie już stoi, to jest moment na wymianę zużytych odcinków. Parapety kamienne bywają na zamówienie kilka tygodni, więc decyzję o nich podejmujemy na początku.
3 minuty, wynik od razu, bez zobowiązań. Potem umawiamy bezpłatny obmiar i dopiero z niego powstaje oferta.